Psychologia doom spending wśród młodych dorosłych

20 lutego, 2026

Redakcja

Psychologia doom spending wśród młodych dorosłych

5
(1)

Zaczyna się niewinnie. Leżysz w łóżku, scrollując kolejne portale informacyjne. Inflacja znowu w górę, stopy procentowe przyprawiają o zawrót głowy, a wizja własnego mieszkania oddala się z każdym opublikowanym raportem rynkowym. Zewsząd atakują cię nagłówki o kryzysie klimatycznym, konfliktach zbrojnych i nadciągającej recesji. Czujesz narastający niepokój, więc zmieniasz aplikację. Otwierasz ulubiony sklep internetowy, dodajesz do koszyka markowe buty, luksusowe serum do twarzy i rezerwujesz weekendowy wyjazd. Klikasz „Kupuję i płacę”. Przez ułamek sekundy czujesz ulgę. Właśnie padłeś ofiarą zjawiska, które psychologowie i ekonomiści nazywają doom spendingiem.

Doom spending to finansowe dziecko naszych niespokojnych czasów. O ile jeszcze niedawno mówiliśmy głównie o doom scrollingu – czyli kompulsywnym pochłanianiu negatywnych wiadomości – o tyle teraz przeszliśmy do kolejnej fazy radzenia sobie z lękiem. Zamiast tylko czytać o końcu świata, postanowiliśmy iść na zakupy, zanim ten koniec nadejdzie. To zjawisko dotyka przede wszystkim młodych dorosłych: Milenialsów i reprezentantów Generacji Z. Ludzi, którzy wchodzili w dorosłość w cieniu pandemii, wojny i największego od dekad kryzysu kosztów życia.

Dlaczego jednak w obliczu finansowej niepewności, zamiast zaciskać pasa, otwieramy portfele szerzej niż kiedykolwiek? Odpowiedź na to pytanie kryje się na skrzyżowaniu ekonomii behawioralnej, psychologii ewolucyjnej i brutalnej rzeczywistości współczesnego rynku. Zapnijcie pasy, bo podróż w głąb umysłu współczesnego konsumenta to jazda bez trzymanki, w której rachunek ekonomiczny często przegrywa z potrzebą natychmiastowego ukojenia.

Świat płonie, a my idziemy do galerii. Czym dokładnie jest doom spending?

Aby zrozumieć doom spending, musimy najpierw zdefiniować, czym on nie jest. To nie są zwykłe zakupy pod wpływem impulsu, kiedy kupujemy batonika przy kasie. To nie jest też klasyczny zakupoholizm, który często ma podłoże w głębokich zaburzeniach osobowości czy traumach z dzieciństwa. Doom spending to celowe, choć często półświadome, wydawanie pieniędzy w odpowiedzi na globalny lub makroekonomiczny stres. To finansowy fatalizm w czystej postaci.

Badania przeprowadzone pod koniec 2023 roku przez Intuit Credit Karma w Stanach Zjednoczonych pokazały szokującą prawdę: aż 27% Amerykanów przyznaje się do wydawania pieniędzy z powodu stresu wywołanego sytuacją na świecie. Wśród Generacji Z i Milenialsów ten odsetek wzrasta do ponad 40%. W Polsce, choć oficjalne statystyki są uboższe, trend jest równie wyraźny. Młodzi Polacy mierzą się z gigantyczną presją inflacyjną i jednym z najtrudniejszych rynków mieszkaniowych w Europie.

Z psychologicznego punktu widzenia, doom spending jest formą mechanizmu obronnego. Kiedy otaczająca nas rzeczywistość wydaje się całkowicie poza naszą kontrolą, szukamy obszarów, w których możemy tę kontrolę odzyskać. Akt zakupu – moment, w którym decydujemy, co kupić, wybieramy kolor, podajemy dane karty – daje nam iluzję sprawczości. Przez krótką chwilę jesteśmy panami własnego losu, nawet jeśli ten los oznacza wydanie połowy wypłaty na rzeczy, których w gruncie rzeczy nie potrzebujemy.

Dlaczego oszczędzanie przestało mieć sens? Brutalna perspektywa Generacji Z

Kiedyś umowa społeczna była prosta: idź na studia, znajdź dobrą pracę, oszczędzaj, a po kilku latach kupisz mieszkanie i założysz rodzinę. Dla dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków ta umowa została brutalnie podarta. Bariera wejścia na rynek nieruchomości stała się dla wielu nie do przeskoczenia. Kiedy rata kredytu za dwupokojowe mieszkanie w dużym mieście pochłania większość średniej pensji, a wkład własny rośnie szybciej niż oszczędności na lokacie, młodzi ludzie zaczynają kalkulować inaczej.

„Skoro i tak nigdy nie będzie mnie stać na własny dom, równie dobrze mogę kupić sobie tę drogą torebkę i pójść na sushi” – to zdanie, które w różnych wariacjach powtarza się na forach internetowych, TikToku i w gabinetach terapeutów finansowych.

To zjawisko to nic innego jak wyuczona bezradność przeniesiona na grunt finansów osobistych. Tradycyjne cele finansowe wydają się tak odległe i nierealne, że rezygnacja z nich paradoksalnie przynosi ulgę. Młodzi dorośli przestają oszczędzać na mityczną „przyszłość”, ponieważ ta przyszłość maluje się w niezwykle ciemnych barwach. Zamiast tego inwestują w „tu i teraz”. Wolą wydać pieniądze na doświadczenia, podróże, lepszej jakości jedzenie czy drobną elektronikę, ponieważ to są dobra, których nikt im nie odbierze.

Taka postawa często spotyka się z niezrozumieniem ze strony starszych pokoleń. Boomerzy załamują ręce nad „roszczeniową młodzieżą, która przepuszcza pieniądze na kawę w Starbucksie i tosty z awokado”. Ignorują przy tym fakt, że w latach 90. stosunek średniej pensji do ceny metra kwadratowego mieszkania był drastycznie inny. Doom spending nie wynika z głupoty czy braku edukacji finansowej. Wynika z głębokiego poczucia beznadziei.

Neurochemia w służbie konsumpcjonizmu, czyli dopaminowy haj

Aby w pełni pojąć mechanizm doom spendingu, musimy zajrzeć do naszych mózgów. Zakupy to potężny stymulant. Sam proces przeglądania produktów, wybierania i ostatecznego kliknięcia „Kup” powoduje wyrzut dopaminy – neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za układ nagrody. W świecie, który na co dzień dostarcza nam głównie kortyzolu (hormonu stresu), zakupy stają się najszybszym i najłatwiej dostępnym antydepresantem.

Niestety, dopaminowy haj jest krótkotrwały. Kiedy kurier przynosi paczkę, ekscytacja zaczyna opadać. Pojawia się tzw. kac kupującego (buyer’s remorse), zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że nasz budżet właśnie został poważnie nadszarpnięty. Co robimy, by zabić poczucie winy? Ponownie szukamy ukojenia. I tak koło się zamyka. Mózg uczy się, że stres można szybko uśmierzyć za pomocą karty płatniczej, tworząc nawyk, który niezwykle trudno jest przerwać.

Zjawisko „Treat Culture”. Kiedy nagroda staje się pułapką?

Doom spending często ukrywa się pod płaszczykiem bardzo popularnego dziś zjawiska treat culture, czyli kultury małych nagród. W mediach społecznościowych królują hasztagi w stylu #LittleTreat. Zdałeś trudny egzamin? Należy ci się nagroda. Przetrwałeś ciężki dzień w pracy? Zasługujesz na tę drogą matcha latte. Wstałeś z łóżka mimo depresyjnego nastroju? Kup sobie nową książkę.

Sama koncepcja nagradzania się za małe sukcesy nie jest zła i może wspierać zdrowie psychiczne. Problem pojawia się wtedy, gdy małe nagrody stają się codziennością i wymykają się spod kontroli budżetowej. Pięćdziesiąt złotych wydane codziennie na „poprawę humoru” po miesiącu daje kwotę, która mogłaby stanowić solidną poduszkę finansową. W kontekście doom spendingu, treat culture staje się wymówką do ciągłego drenowania własnego portfela pod pretekstem dbania o self-care.

Marketerzy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Przekaz reklamowy ewoluował. Już nie kupujesz po prostu kremu do twarzy – kupujesz „chwilę relaksu w tym zwariowanym świecie”. Nie kupujesz butów – inwestujesz w „swoje lepsze samopoczucie”. Granica między dbaniem o siebie a finansowym autosabotażem stała się niezwykle cienka, a wielkie korporacje robią wszystko, abyśmy tej granicy nie zauważyli.

Social media i BNPL: Katalizatory finansowej apokalipsy

Nie możemy mówić o doom spendingu bez wspomnienia o roli, jaką odgrywają nowe technologie. Algorytmy Instagrama i TikToka są zaprogramowane tak, aby pokazywać nam to, czego pragniemy, zanim jeszcze sami zdamy sobie z tego sprawę. Oglądamy hauly zakupowe influencerów, którzy pokazują setki ubrań, gadżetów i kosmetyków. Tworzy to sztuczne poczucie niedoboru i presję, by nadążać za wirtualnymi trendami, nawet jeśli realny świat tonie w długach.

Dodatkowo w mediach społecznościowych królują absurdalne trendy racjonalizujące wydatki, takie jak słynne girl math (dziewczyńska matematyka). Według tej „logiki”, jeśli zapłacisz za coś gotówką, to wydatek się nie liczy, a jeśli kupisz coś na wyprzedaży za 200 zł zamiast 400 zł, to w zasadzie „zarobiłaś” 200 zł. Choć w założeniu miał to być niewinny żart, psychologowie ostrzegają, że takie mechanizmy obronne pomagają nam odciąć się od realnych konsekwencji naszych decyzji finansowych.

Kup teraz, płacz później. Mroczna strona płatności odroczonych

Prawdziwym game-changerem dla doom spendingu stały się jednak systemy BNPL (Buy Now, Pay Later), takie jak Klarna czy PayPo. Możliwość odroczenia płatności o 30 dni lub rozłożenia jej na nieoprocentowane raty to genialny wynalazek dla konsumenta, ale jednocześnie śmiertelna pułapka dla kogoś, kto kupuje pod wpływem stresu. Płatności odroczone całkowicie odcinają moment otrzymania nagrody (produktu) od momentu odczuwania bólu (zapłaty).

Kiedy nie musisz od razu pożegnać się ze swoimi pieniędzmi, bariera wejścia do sklepu internetowego spada do zera. Młodzi dorośli wpadają w spiralę długów, kupując kompulsywnie w kilku sklepach naraz. Miesiąc później, gdy przychodzi termin spłaty wszystkich „drobnych przyjemności”, poziom stresu drastycznie rośnie. A jak organizm nauczony doom spendingu reaguje na stres? Zgadliście – chce kupować jeszcze więcej, by poczuć ulgę.

Jak przerwać błędne koło i odzyskać kontrolę nad portfelem?

Wyjście z pętli doom spendingu nie jest łatwe, ponieważ wymaga zmierzenia się z emocjami, od których próbujemy uciec. Nie wystarczy po prostu „przestać kupować”, bo zakupy są tylko objawem głębszego problemu. Istnieją jednak sprawdzone strategie, łączące psychologię z twardą ekonomią, które pozwalają powoli odzyskać sterowność.

Po pierwsze, wprowadź zasadę 48 godzin. To najprostsza, a zarazem najskuteczniejsza metoda walki z impulsywnymi zakupami. Kiedy poczujesz nieodpartą potrzebę kupienia czegoś, co nie jest artykułem pierwszej potrzeby, dodaj to do koszyka, ale nie finalizuj transakcji. Zamknij stronę i odczekaj równe dwie doby. Zdziwisz się, jak często po tym czasie emocje opadają, a przedmiot wydaje się całkowicie zbędny.

Po drugie, zrób cyfrowy detoks dla swojego portfela. Odsubskrybuj newslettery od ulubionych sklepów. Przestań obserwować influencerów, których głównym kontentem jest pokazywanie nowych nabytków. Usuń z przeglądarki i telefonu zapisane dane kart płatniczych. Konieczność fizycznego wstania z kanapy, znalezienia portfela i ręcznego przepisania numerów karty to często wystarczający bufor czasu, by mózg zdążył włączyć racjonalne myślenie.

Kluczowe jest również znalezienie darmowych lub tanich zamienników dla dopaminowego haju. Spacer po lesie, intensywny trening, rozmowa z przyjacielem, a nawet uporządkowanie szafy – to wszystko może stymulować układ nagrody w mózgu, nie rujnując przy tym naszych finansów. Musimy na nowo nauczyć się regulować swoje emocje bez używania terminala płatniczego jako terapeuty.

Warto też pochylić się nad swoimi celami finansowymi. Jeśli zakup mieszkania faktycznie wydaje się obecnie nierealny, nie oznacza to, że oszczędzanie traci sens. Zamiast oszczędzać na dom, zacznij budować „fundusz wolności” – poduszkę finansową, która pozwoli ci zmienić toksyczną pracę, wyjechać na dłuższe wakacje lub po prostu spać spokojnie w razie nagłej choroby. Zmiana narracji wokół oszczędzania z „muszę odmawiać sobie przyjemności” na „kupuję własny spokój” potrafi zdziałać cuda.

Podsumowanie: Zrozumieć, by przetrwać

Żyjemy w trudnych, wysoce nieprzewidywalnych czasach i poczucie przytłoczenia jest całkowicie naturalną reakcją organizmu. Doom spending to w gruncie rzeczy bardzo ludzka próba znalezienia odrobiny radości i poczucia kontroli w świecie, który wydaje się płonąć. Niestety, jest to strategia na dłuższą metę destrukcyjna, która do globalnych problemów dokłada nam jeszcze jeden, bardzo osobisty: problemy finansowe.

Uświadomienie sobie mechanizmów, które nami kierują, to pierwszy krok do wolności. Nie musisz od razu stawać się finansowym ascetą i rezygnować ze wszystkich przyjemności życia. Chodzi o to, by odzyskać świadomość tego, dlaczego kupujesz. Następnym razem, gdy zechcesz wrzucić do wirtualnego koszyka kolejną rzecz na pocieszenie, zatrzymaj się na chwilę. Weź głęboki oddech. Twój portfel i twoja psychika będą ci za to wdzięczne.

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij na gwiazdkę aby ocenić!

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 1

Aktualnie brak głosów. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz